czwartek, 16 stycznia 2014
Zasypało nas
środa, 15 stycznia 2014
Zachód słońca nad Raduninem
Dzisiaj przeglądając swoje karty pamieć wpadły mi w oko pewne zdjęcia robione wczesna wiosna. Przedstawiają one przepiękne okolice jak i sama malutka wieś Radunin .Miejscowość ta powstała w XXVIIIw. Zadaniem jej mieszkańców było strzeżenie granic puszczy ,udział w polowaniach i wykonywanie rożnych prac leśnych.
Podobno obecnie Radunin zamieszkuje 17 rodzin. Uwielbiam takie male wioski i ich przepiękne otoczenie.
| Radunin |
| Kapliczka w Raduninie |
| Radunin |
Ruiny dworu w Raduninie
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Gustaw Ehrenberg - polski syn Cara Aleksandra I
Prawie każdemu obiła się o uszy piękna pieśń : Gdy naród do boju...
Gdy naród do boju
Gdy naród do boju
Gdy naród do boju wystąpił z orężem,
panowie o czynszach radzili.
Gdy naród zawołał: "umrzem lub zwyciężym!"
panowie w stolicy bawili.
O, cześć wam panowie, magnaci,
za naszą niewolę, kajdany,
o, cześć wam książęta, hrabiowie, prałaci,
za kraj nasz krwią bratnią zbryzgany.
Armaty pod Stoczkiem zdobywała wiara
rękami czarnymi od pługa,
panowie w stolicach kurzyli cygara,
radzili o braciach zza Buga.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Wszak waszym był synem ów niecny kunktator
co wzbudzał przed wrogiem obawę,
i wódz ten naczelny, pobożny dyktator,
i zdrajca, co sprzedał Warszawę.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Lecz kiedy wybije godzina powstania,
magnatom lud ucztę zgotuje,
muzykę piekielną zaprosi do grania,
a szlachta niech wtedy tańcuje.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Powstańcy nie znają wiedeńskich traktatów,
nie wchodzą w układy z carami,
lecz biją Moskali, wieszają magnatów,
i mścić się umieją stryczkami.
O, cześć wam panowie, magnaci...
panowie o czynszach radzili.
Gdy naród zawołał: "umrzem lub zwyciężym!"
panowie w stolicy bawili.
O, cześć wam panowie, magnaci,
za naszą niewolę, kajdany,
o, cześć wam książęta, hrabiowie, prałaci,
za kraj nasz krwią bratnią zbryzgany.
Armaty pod Stoczkiem zdobywała wiara
rękami czarnymi od pługa,
panowie w stolicach kurzyli cygara,
radzili o braciach zza Buga.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Wszak waszym był synem ów niecny kunktator
co wzbudzał przed wrogiem obawę,
i wódz ten naczelny, pobożny dyktator,
i zdrajca, co sprzedał Warszawę.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Lecz kiedy wybije godzina powstania,
magnatom lud ucztę zgotuje,
muzykę piekielną zaprosi do grania,
a szlachta niech wtedy tańcuje.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Powstańcy nie znają wiedeńskich traktatów,
nie wchodzą w układy z carami,
lecz biją Moskali, wieszają magnatów,
i mścić się umieją stryczkami.
O, cześć wam panowie, magnaci...
Twórcą tego tekstu jest człowiek o niezwykłym życiorysie i pochodzeniu Gustaw Ehrenberg. Jego matką była Helena weronika z Dzierżanowskich. Kobieta zamężna z Józefem Rautenstrauchem polakiem o korzeniach niemiecko- francuskich.W 1817 Helena nawiązuje romans z carem Aleksandrem I. Kiedy okazuje się ,że jest w ciąży maż nie chcąc dać nazwiska nie swojemu dziecku bierze z nią rozwód. W 1818 roku rodzi się Gustaw. O ojcostwie Aleksandra świadczy korespondencją między nim ,a Heleną. Przez wiele lat car dyskretnie wysyła pieniądze na wychowanie i wykształcenie chłopca.Gustaw chyba nie bardzo pogodził się z tym ,że ma takiego ojca. Podaje się za syna piekarza Ehrenberga. Ten jednak prawdopodobnie trzymał go tylko do chrztu. Swoich rodziców twierdził ,że nie pamięta ponieważ mieli umrzeć kiedy był niemowlęciem
Po uzyskaniu matury wyjeżdża do Krakowa. tam poznaje miejscową konspiracje o lewicowych poglądach.W 1935 roku odbywa pieszą wycieczkę po Pieninach i Tatrach podczas ,której z przyjaciółmi też poetami Wasilewskim i Żyglińskim stara się poznać lud i jego warunki życiowe.W tym czasie powstaje tomik wierszy ; Dźwięki minionych lat ,a w nim własnie Gdy naród do boju. W pieśni napiętnowani są magnaci , szlachta i duchowieństwo. Uważa ,że to oni są sprawcami utraty niepodległości przez Polskę.
Gustaw Ehrenberg za swoją działalność zostaje dwukrotnie uwieziony Kiedy po raz trzeci trafia do więzienia w 1838roku po rocznym procesie zostaje skazany na śmierć. Co ciekawe wyrok pada w imieniu de fakto jego wuja Mikolaja I. Może właśnie te koneksje sprawiły ,że ostatecznie wyrok jednak złagodzono i poeta trafił na Syberię. Początkowo pracował w kopalni rudy jako katorżnik.,później car przeniósł go ,a w 1858 zezwolono mu na powrót do Polski.
Po powrocie do kraju zamieszkuje w Warszawie i żeni się z Felicją Pancerówna. Starał się uprawiac legalną politykę daleka od metod rewolucyjnych. Starał się o powiększenie autonomii Królestwa Polskiego oraz uwłaszczenie chłopów. Przenosi się z rodziną do Krakowa. Pracuje w banku ,tłumaczy Szekspira. Odcina się od ideałów młodości. Najbardziej drażni go niezwykła popularność jego pieśni Gdy naród do boju..
Umiera 28 września 1895 r w Krakowie
Ta się kończy historia syna Polki i wielkiego cara Aleksandra I.

Historię tę opisałam po lekturze komentarzy na zaprzyjaźnionym blogu. Post był o emigracji ,chęci powrotu do Polski , polskości. Komentarze zaś świadczyły o braku patriotyzmu ,ktoś nawet napisał ,że ma Polskę w dupie ( cytat oryginalny). To mnie boli...i dla mnie jest nie do pomyślenia.
Postaram się przedstawić wam więcej patriotycznych historii ,których znam wiele.
Korzystałam z : Literatura minionych epok i wikipedia. Zdjęcie z wikipedii
Po uzyskaniu matury wyjeżdża do Krakowa. tam poznaje miejscową konspiracje o lewicowych poglądach.W 1935 roku odbywa pieszą wycieczkę po Pieninach i Tatrach podczas ,której z przyjaciółmi też poetami Wasilewskim i Żyglińskim stara się poznać lud i jego warunki życiowe.W tym czasie powstaje tomik wierszy ; Dźwięki minionych lat ,a w nim własnie Gdy naród do boju. W pieśni napiętnowani są magnaci , szlachta i duchowieństwo. Uważa ,że to oni są sprawcami utraty niepodległości przez Polskę.
Gustaw Ehrenberg za swoją działalność zostaje dwukrotnie uwieziony Kiedy po raz trzeci trafia do więzienia w 1838roku po rocznym procesie zostaje skazany na śmierć. Co ciekawe wyrok pada w imieniu de fakto jego wuja Mikolaja I. Może właśnie te koneksje sprawiły ,że ostatecznie wyrok jednak złagodzono i poeta trafił na Syberię. Początkowo pracował w kopalni rudy jako katorżnik.,później car przeniósł go ,a w 1858 zezwolono mu na powrót do Polski.
Po powrocie do kraju zamieszkuje w Warszawie i żeni się z Felicją Pancerówna. Starał się uprawiac legalną politykę daleka od metod rewolucyjnych. Starał się o powiększenie autonomii Królestwa Polskiego oraz uwłaszczenie chłopów. Przenosi się z rodziną do Krakowa. Pracuje w banku ,tłumaczy Szekspira. Odcina się od ideałów młodości. Najbardziej drażni go niezwykła popularność jego pieśni Gdy naród do boju..
Umiera 28 września 1895 r w Krakowie
Ta się kończy historia syna Polki i wielkiego cara Aleksandra I.
Historię tę opisałam po lekturze komentarzy na zaprzyjaźnionym blogu. Post był o emigracji ,chęci powrotu do Polski , polskości. Komentarze zaś świadczyły o braku patriotyzmu ,ktoś nawet napisał ,że ma Polskę w dupie ( cytat oryginalny). To mnie boli...i dla mnie jest nie do pomyślenia.
Postaram się przedstawić wam więcej patriotycznych historii ,których znam wiele.
Korzystałam z : Literatura minionych epok i wikipedia. Zdjęcie z wikipedii
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Młyn w Starych Bajkach
Ruiny młyna w Starych Bajkach odkryliśmy całkiem przypadkiem. Jadąc w zupełnie innej sprawie mijamy kolejne podlaskie wsie. W tych bliziutko miasta dominują piękne nowoczesne zadbane domy. Im dalej zabudowania zmieniają się w bardziej wiejskie ze stodołami i zwierzętami gospodarskimi.
Tuż przy drodze przed wsią o pięknej nazwie Stare Bajki nad rzeką niszczeją ruiny młyna. Kiedyś widać była to dość potężna budowla. Dzisiaj to tylko trzy ściany. Podobno działał aż do 1955 roku kiedy to w środku wybuchł pożar. Właścicielami była rodzina Baranowskich. W czasie drugiej wojny światowej zostali wywiezieni na Sybir. Podobno przyczynił się do tego Rosjanin , który po pierwszej wojnie światowej ożenił się i osiadł w Polsce. Spotkała go później zasłużona kara. Wycofująca się Armia Czerwona nie chciała go ze sobą zabrać. Został zastrzelony przez miejscową ludność.
Tuż przy drodze przed wsią o pięknej nazwie Stare Bajki nad rzeką niszczeją ruiny młyna. Kiedyś widać była to dość potężna budowla. Dzisiaj to tylko trzy ściany. Podobno działał aż do 1955 roku kiedy to w środku wybuchł pożar. Właścicielami była rodzina Baranowskich. W czasie drugiej wojny światowej zostali wywiezieni na Sybir. Podobno przyczynił się do tego Rosjanin , który po pierwszej wojnie światowej ożenił się i osiadł w Polsce. Spotkała go później zasłużona kara. Wycofująca się Armia Czerwona nie chciała go ze sobą zabrać. Został zastrzelony przez miejscową ludność.
Ruiny młyna w Starych Bajkach
W resztki wrastają drzewa
Z młyna w Starych Bajkach zostały tylko trzy ściany. Wcześniej na rzece był młyn drewniany.
Tuż za ruinami młyna dostrzegliśmy stare betonowe ogrodzenie. Ten rodzaj płotu nie był stawiany przy wiejskich chatach lecz przy bogatych domach. Widzimy stare rozpadające się schody. Prowadziły do budynku ,którego już nie ma. Dalej to już tylko sceneria rodem z horroru. Kamienna podmurówka zarośnięta mchem i resztki piwnic.Wokół chaszcze ,zdziczałe krzewy. Pod nogami ziemia jest tak miękka ,że zastanawiam się czy pode mną nie ma wolnej przestrzeni i jak to na filmach bywa nie znajdę się za chwile dwa metry niżej. Później dzięki miłemu mieszkańcowi Starych Bajek dowiadujemy się ,że dom ,którego nie ma spłonął. Właściciele wybudowali obok nowy dziś już też opuszczony i straszący. Podobno został już sprzedany. Miedzy mieszkańcami chodzi opinia ,że jest to miejsce nieszczęśliwe. W młynie zginał wciągnięty w pasy brat właściciela. Kto kupuje to miejsce zaczyna chorować lub szybko umiera. Ja bym tego miejsca nie kupiła nawet za parę groszy.
| Resztki ogrodzenia i stare schody prowadzące do nieistniejącego budynku |
Nawet tu grasują bobry
sobota, 4 stycznia 2014
Rejs statkiem ze szklanym dnem
Musiałam chwilę się zastanowić jaki post opublikować jako pierwszy w Nowym Roku. Najpierw napisałam o bardzo ciekawym ale też równie mrocznym i szarym miejscu. Przeczytałam ,obejrzałam i zdecydowałam się zachować go na później. Pogrzebałam w kartach pamięci ze zdjęciami i znalazłam coś kolorowego i przyjemnego. Zapraszam Was na rejs po Morzu Czerwonym łodzią ze szklanym dnem.
Z hotelu zabiera nas wynajęty bus. Jedziemy dobre kilkanaście minut. Musimy pokonać drogę z dzielnicy Nabaq do Naama Bay. Jako ciekawostkę powiem wam ,że tą samą trasę przejechaliśmy taksówką dwa dni wcześniej . Jedne małe osobowe auto ,a w nim aż sześc osób. Przed każdym posterunkiem policji jedna osób wychodziła przechodziła 100 metrów pieszo i znowu wsiadała do samochodu.Takie cuda tylko w Egipcie.
Przejście do przystani prowadzi przez czterogwiazdkowy hotel. Jest tak potwornie zaniedbany ,że nie wiem kto tam by chciał mieszkać. nasz przewodnik mówi ,że hotel działa ale nie ma klientów. Ogród to wysoka trawa , brudne okna. Jedynie basen z błękitną wodą ale nad nim ani jednej osoby. Za to barman uśmiecha się miło. Do łodzi prowadzi wąski ruszający się niemiłosiernie pomost piankowy.Przy nas para egipskich turystów próbuje dostać się o roweru wodnego. On wpada do wody. Na szczęście jest płytko.
Nasz stateczek jest niewielki. Oszklona rama na dnie a wokół krzesełka. Temperatura wewnątrz to dobre 40 stopni plus a klimatyzacja jest okienna. Obok mnie siedzi młoda muzułmanka z mężem. Świetnie bardzo modnie ubrana. Zamiast chustki ma na głowie czapeczkę z daszkiem.Ramiona i ręce zakryte sweterkiem. Jak one znoszą tam ten upał w takim stroju naprawdę nie wiem. Kiedy ruszamy robi się bardziej rześko. Przepiękne rafy i kolorowe ryby są bardzo blisko brzegu wiec nie odpływamy daleko. Zdjęcia z odległości i przez lekko mętna szybę nie są zbyt piękne ale zawsze coś widać.
Następnie przechodzimy na górny pokład. Tam delektujemy się ciepłym wiaterkiem i pięknymi widokami. A woda jest tak turkusowa i przezroczysta ,że chociaż jest głęboko widać wszystko prawie do dna.
Jeszcze tylko chwila na plaży z cudowna wodą ale tak brudnej ,że nasz sanepid zamknął by ją natychmiast. Wracamy do naszego czyściutkiego wypieszczonego hotelu.
Z hotelu zabiera nas wynajęty bus. Jedziemy dobre kilkanaście minut. Musimy pokonać drogę z dzielnicy Nabaq do Naama Bay. Jako ciekawostkę powiem wam ,że tą samą trasę przejechaliśmy taksówką dwa dni wcześniej . Jedne małe osobowe auto ,a w nim aż sześc osób. Przed każdym posterunkiem policji jedna osób wychodziła przechodziła 100 metrów pieszo i znowu wsiadała do samochodu.Takie cuda tylko w Egipcie.
Przejście do przystani prowadzi przez czterogwiazdkowy hotel. Jest tak potwornie zaniedbany ,że nie wiem kto tam by chciał mieszkać. nasz przewodnik mówi ,że hotel działa ale nie ma klientów. Ogród to wysoka trawa , brudne okna. Jedynie basen z błękitną wodą ale nad nim ani jednej osoby. Za to barman uśmiecha się miło. Do łodzi prowadzi wąski ruszający się niemiłosiernie pomost piankowy.Przy nas para egipskich turystów próbuje dostać się o roweru wodnego. On wpada do wody. Na szczęście jest płytko.
Nasz stateczek jest niewielki. Oszklona rama na dnie a wokół krzesełka. Temperatura wewnątrz to dobre 40 stopni plus a klimatyzacja jest okienna. Obok mnie siedzi młoda muzułmanka z mężem. Świetnie bardzo modnie ubrana. Zamiast chustki ma na głowie czapeczkę z daszkiem.Ramiona i ręce zakryte sweterkiem. Jak one znoszą tam ten upał w takim stroju naprawdę nie wiem. Kiedy ruszamy robi się bardziej rześko. Przepiękne rafy i kolorowe ryby są bardzo blisko brzegu wiec nie odpływamy daleko. Zdjęcia z odległości i przez lekko mętna szybę nie są zbyt piękne ale zawsze coś widać.
Następnie przechodzimy na górny pokład. Tam delektujemy się ciepłym wiaterkiem i pięknymi widokami. A woda jest tak turkusowa i przezroczysta ,że chociaż jest głęboko widać wszystko prawie do dna.
| Ta pośrodku TO NIE JA! (każda szanująca się rosyjska rodzina robi zdjęcia dużym tabletem a nie jakimś tam aparatem fotograficznym ) |
| Ciężki powrót na stały ląd |
Jeszcze tylko chwila na plaży z cudowna wodą ale tak brudnej ,że nasz sanepid zamknął by ją natychmiast. Wracamy do naszego czyściutkiego wypieszczonego hotelu.
sobota, 28 grudnia 2013
Kładką przez las
Zmęczeni świątecznym biesiadowaniem i narastającymi nadprogramowymi kilogramami uznaliśmy ,że czas najwyższy udać się w teren. Zawsze niezawodnym miejscem jest las. Można wspaniale się rozruszać ,wyciszyć ale i nasycić zmysły widokiem i odgłosami. Czasu jest niestety niewiele.Dzień dalej bardzo ,krótki . Decydujemy się przejść biegnąca przez las kładką. Byliśmy tam na początku września w zeszłym roku. Przyroda była jeszcze w letniej szacie ,mnóstwo zieleni i kwitnące nieśmiało kwiatki. Mój letni post o tym miejscu jest tutaj. Teraz pod koniec grudnia drzewa ogołocone są z liści. Pod kładką znajduje się woda. Co ciekawe jest tu równie pięknie jak latem. Inaczej ale pięknie. Zaiste prawdziwie magiczne to miejsce. I to wszystko znajduje się tuż przy głównej drodze Białystok - Augustów tuż za Rybnikami. Zapraszam na leśny spacer Puszcza Knyszyńską.
| Mimo łagodnej aury w środku lasu leży śnieg. Jest bardzo ślisko |
| Bobry działają |
| Padające drzewa łamią kładkę. Trzeba uważać bo nieostrożnie można wpaść do wody |
| Dokarmianie ptaków |
| Tuz przy samej kładce bobry zbudowały żeremie |
Subskrybuj:
Posty (Atom)