W wielkim czterogwiazdkowym w hotelu w Douz nasza kilkunastoosobowa grupa jest całkiem sama. Poza nami nie ma nikogo więcej. Wieczorem idziemy na tzw miasto ale nie dochodzimy daleko. Nasza grupka wzbudza spore zainteresowanie.Kiedy z budynku wyległa nie mała grupa żołnierzy by na nas popatrzeć wracamy do hotelu. W Tunezji policja nie ma prawa legitymować turystów. W razie czego dzwoni do hotelu i wtedy wyjaśnia sprawę.Paszporty też radzono zostawić w hotelu w Monastyrze.
Pokój ,który dostaliśmy w Douz sprawia wrażenie klaustrofobicznego. Nie to ,że mały( jest w sam raz czyściutki i nie brzydki) ma tak maleńkie okienko ,dodatkowo zasłonięte okiennicą ,że w środku bez zapalonego światła panuje półmrok. Zapewne jest to związane z wysoką temperaturą na zewnątrz.
O czwartej rano recepcjonista budzi nas telefonicznie.
Jeszcze tylko szybkie śniadanie ,którego o tej porze nie jestem w stanie zjeść i jedziemy w dalszą drogę. Tunezja jak może stara się wydrzeć Saharze ziemię. W okolicach Douz rosną gaje daktylowe. Oczywiście wszystko jest sztucznie nawodniane . Przed miastem stawiane są płoty z liści palm by zatrzymać nawiewany piach ,a i tak ten wdziera się na ulicę . Podobno jedyna droga prowadząca do Douz czasami jest nieprzejezdna właśnie z powodu zasypania piachem.
 |
| ZZa szyby autokaru. Sztucznie nawadniane palmy daktylowe. Wszechobecne palmowe płoty chroniące przed piachem |
 |
| Pan na osiołku |
Za miastem zatrzymujemy się na chwilę. Mamy okazję podziwiać niezwykle piękny wschód słońca. Chociaż one wszędzie są piękne...
 |
| Wschód słońca rozświetla czubki palm |
 |
| Okolice Douz |
Jedziemy dalej . Krajobraz zmienia się w coraz bardziej piaszczysty. Docieramy do niezwykłego Słonego Jeziora. Ale to już temat na osobny post...
 |
| Jeszcze zieleń walczy z piachem |
 |
| Rośliny prawie znikły |