czwartek, 8 listopada 2018

Spacer we mgle



     Dzisiaj obudziłam się z bólem głowy gigantem . Nawet poranna kawa nie przeszła mi przez usta.  Długo nie namyślając się postanowiłam się dotlenić i wyszłam na spacer.  Towarzystwa dotrzymywała mi niezawodna towarzyszka Katja. A na dworze mleko-mgłataka ,że widzialność była ograniczona znacznie. I wiecie co ? Pomogło! Głowa przestała boleć!



Listopadowe rumianki 


W mglistym lesie -trochę jak w horrorze














Nasz korzeniowy wąwóz




niedziela, 4 listopada 2018

Litwa - tam jeszcze dużo ludzi mówi po polsku (wprowadzenie)

  Wyjazd na Litwę planowałam już od dawna. Niby przysłowiowy rzut beretem ,a zawsze było coś na nie. Najbardziej odpychająco działały na mnie telewizyjne przekazy mówiące o systematycznym niszczeniu śladów polskości. Czytałam też relacje na blogach gdzie doradzano by w miejscach publicznych nie mówić głośno po polsku ,a w sklepie porozumiewać się po angielsku.Znajomi opowiadali zaś jak ktoś pojechał autem i złapała go policja. Bardzo długo szukała jakiejkolwiek nieprawidłowości by na koniec wystawić nie mały mandat zdaniem opowiadającego oczywiście niesprawiedliwy..I tego typu opowieści było całkiem sporo. Wszystko to działało niezbyt zachęcająco ,a wręcz odpychająco.
    Jako ciekawostkę powiem Wam , że rodzina mojej babci ze strony taty pochodzi z kresów. We mnie zaś płynie odrobina krwi litewskiej chociaż bardzo ale to bardzo w ciągu 600 lat rozwodnionej polskością. W dzieciństwie na Litwie byłam co najmniej dwa razy w roku oczywiście odwiedzając pozostałą tam rodzinę. Wstyd by wiec było gdybym powodowana uprzedzeniami teraz odmówiła sobie wizyty w tym kraju.
 
   Wyjeżdżamy w piękny ,słoneczny i bardzo ciepły ostatni dzień lata. Po krótkim czasie mijamy przez nikogo nie  niepokojeni  granicę.. Jadąc bardzo dobrą litewską drogą mijamy nieliczne wsie.Co nas zaskakuje?- minimalny ruch samochodów. Pierwszy przystanek robimy tuż za Niemnem. Chwila podziwu nad urodą rzeki ,oczywiście sesja fotograficzna i jedziemy dalej.
 
   Dość szybko docieramy do pierwszego zaplanowanego punktu zwiedzania Trok . Na chwilę zatrzymujemy się na miejscowym rynku. W tym miejscu nastąpiła konsternacja -szukamy zamku a oznakowania brak chyba ,że jest w języku litewskim ,którego za nic nie rozumiemy. Czas zapytać się o drogę miejscowych. Tylko w jakim języku ? Polskim? Angielskim?  Nieśmiało zaczepiamy młodą dziewczynę i pytamy o drogę w naszym ojczystym języku.Ku naszemu zaskoczeniu ta odpowiada nam także po polsku z litewskim akcentem Trochę widać szuka słów ale radzi sobie nieźle. Również po polsku odzywa się do nas chcący pomóc mężczyzna siedzący w samochodzie obok Wysłuchawszy wskazówek życzymy  naszym rozmówcom miłego dnia i jedziemy dalej.No cóż dalej pobłądziliśmy. Zaczepiamy tym razem nastolatka. rozumie nas lecz odpowiada po angielsku. Tym razem trafiamy bez problemu. O przepięknym zamku w Trokach w następnym poście.

  W czasie pobytu na Litwie dziewięćdziesiąt procent naszych rozmówców odpowiadało nam po polsku.!Parkingowy , pani w hotelu, pani w sklepie ,pytani o drogę rozmowa w języku polskim! Nie wiem może to tylko nam się trafiło.





piątek, 2 listopada 2018

Kilka wzruszających chwil - Cmentarz na Rossie Wilno

    Wzruszenie...to właśnie czułam stojąc w tym miejscu. Cmentarz na Rossie. Zwykły dzień w środku tygodnia ,a przy grobie Marii Piłsudskiej i miejscu złożenia urny z sercem jej syna płoną znicze. Pamięć nie ginie... 
Na ten cmentarz dotarliśmy dopiero wieczorem i aparat niestety nie bardzo radził sobie z następującym zmrokiem.
    Na pewno tam wrócę.






Czesława Wyrwas „Kotka. Została zastrzelona przez spanikowanego wartownika oddziału AK Sądząc, iż nadjeżdżają bolszewicy oddał do łączniczki kilka strzałów.
  

poniedziałek, 22 października 2018

Wieża widokowa Pierekał i ślady bytności żubrów

 Wieża widokowa Pierekał to jedno z moich ulubionych miejsc w Puszczy Knyszyńskiej. Tutaj można zaznać prawdziwego odpoczynku i spokoju bo na szczęście nie jest to zbyt znane miejsce.Chociaż patrząc na wyryte w drewnie wieży napisy z datami widać trochę ruchu. To własnie tutaj w sezonie zimowym udało mi się obserwować całkiem spore stado żubrów.
  W piękną słoneczną , jesienną niedzielę nie widać było żywego ducha ani ludzkiego ani też zwierzęcego. Chociaż do wieży podeszliśmy bardzo cicho by nie wystraszyć ewentualnych mieszkańców puszczy, wielka polana świeciła pustkami. Wokół jednak pełno było śladów zwierząt w tym żubrów. Uwieczniłam na zdjęciach co ciekawsze tropy. Były tez inne wyraźne oznaki bytności Króla Puszczy ale oszczędzę wam ich widoku :)













lizawka